Przejdź do głównej zawartości

Buszując w buszu Titirangi

Dziś drobna wycieczka nie licząc oczywiście porannego marketowania się i kolejnej wizyty w dyskoncie samochodowym. Załatwiłem napięcie paska alternatora i dolałem oleju - suchość po tych Chińczykach już ja widzę jak go wymieniał o czasie - pod korkiem gęsto na dole sucho... No i pogoda znów gdzieś do 14 taka sobie.
Więc jak się już poprawiło i zrobiłem zakupy pojechałem na Titirangi Beach żeby zobaczyć najbliższą nam plażę - jak dobrze pójdzie 3 km od domu.

Plaża opanowana przez kaczki zupełnie swojskie:



Plaża jest ogromna a że wiało nieprzeciętnie od morza nie doszedłem nawet do połowy drogi do morza (zatoki).




Stoliczki i roślinność przy-plażowa:




Droga dojazdowa na której wybrałem sie na przechadzkę:


Punkt dezynfekcyjny przed wejsciem na szlak:






Znalazłem paprotkę silver fern!


Nowy-nowo-zelandczyk





















Tak rośnie paproć drzewiasta:




Palma odbiła na drogę:





Komentarze

  1. o kurde...o tych dezynfekcji sierść z facjaty Ci odpadła :D
    Widzisz...wystarczyło się umyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dezynfekcja jest spoko bo poza szczytnym celem można umyć buciory przed wczłapaniem do samochodu...Nie ma tu gniazdek w łazienkach więc musiałem się objechać na krótko:P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

IIIooooo-iiioooo

Przerywamy normalną transmisję by nadać komunikat specjalny: Dziś w godzinach porannych (mniej więcej po późnym drugim śniadaniu) na podjazd posesji (z niemałym trudem, tyłem i na 16 rat) wtoczył się dziwny pojazd. Najprawdopodobniej doszliśmy do wniosku, że po przekroczeniu pewnego wieku trzeba się samemu odwieźć do lokalnych antypodzkich Tworek bo pomysł jest z tych genialno-wariackich. TAK..to były ambulans. A za wiele wieczorów i weekendów później to będzie pojazd kempingowy, na razie jest ładnie ale pustawo: W skrócie: to FIAT Ducato 2.8 JTD 2008' w automacie i dmc do 5500kg. Czyli w sam raz na prawo jazdy w NZ:) Chłopaki w serwisie postarali się, przegląd zaliczony, drobiazgi zrobione a silnik błyszczy. Więc w na blogu nie zabraknie od teraz relacji z postępów budowy. Jak widać na załączonych obrazkach i już wspominałem wcześniej podróżowanie kamperem chwyciło. Do usłyszenia!

Blogi odchodzą w ciszy - Podsumowanie na koniec.

Mamy dziś już rok 2026 i w tym właśnie to roku uplynie 10 lat od momentu w którym zamieszkaliśmy w Nowej Zelandii. Projekt ten pozwalał mi oraz Wam śledzić i dokumentować naszą pracę nad Swoim Miejscem na Ziemi. Powstał trochę z potrzeby chwili gdyż tak bylo może i wygodniej, lecz zupelnie niezgodnie z obecnymi trendami szybkich filmików na tiktoku czy reelsach.  I tak własnie chcialem. Aby tak było, mimo że niektóre wpisy dosłownie zajmowały mi dni redagowania i sortowania zdjęć, bo zawsze dbałem o to by były to miniaturowe pełne historie, takie małe podróże z początkiem, środkiem i zakończeniem. Jak mi wyszlo - to sami oceńcie - ale myślę że te 245 odcinków to kawałek historii którą napisaliśmy Wspólnie. Wiele się zmienilo, niektórzy moi ukochani czytelnicy odeszli i nigdy już nie wrócą, myśmy pozmieniali zajęcia, zainteresowania, priorytety, ale dalsza historia napisze się już sama. Kia ora, e hoa ma. Farewell. Do zobaczenia. P.S. 1: Miałem plan by napisać jeszcze jakiś post w r...

Nowy lepszy dwudziesty piąty

  Wkleiłem ten słodki obrazek który dostałem dziś od Ani będąc w pracy  Wkleiłem go bo daje on nadzieję. Jak znacie dotychczasową historię psy i koty to wiecie jaka to niespodzianka... A tej nadziei i niespodzianek pozytywnych możemy bardzo potrzebować w nadchodzącym roku.   Trzymajcie się ciepło i do siego Roku!