Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jesienno-zimowe nowości

 Spod wiader farby już wygrzebany i tu już u nas jesień, a nawet zima za pasem. Czas na szybki przegląd nowości, bo te wyprawy tematyczne zostały nieco w tyle, ale spokojnie - nadrobimy.  Dom gdzie się da pomalowany, druga części będzie po wymianie okien od frontu bo jak to ekipa remontowa trzeba będzie jakiś czas porządkować chaos: Cały czas nie wiedziałem jakie jest nowozelandzkie zastosowanie wykładzin podłogowych na pickupach, dobry przykład upolowany na naszym parkingu w centrum: Moje robocze teorie były następujące: dla psa żeby walnął się na masce przeciw odblaskom od maski jak czarne klapy w rajdówkach taka moda Ale dzięki Corban'owi zagadka rozwiązana: wykładzina służy do wożenia upolowanej świni lub jelonka żeby się nie ześlizgiwał jak się go upoluje i trzeba dowieść do domu. Druk 3d się rozwija i paczkuje już w stronę 'poważnej' działalności. Ostatnie zamówienie na konwertery do siedzisk dziecinnych (chodzi o mocowanie w okolicach kierownicy) do sklepu pozwoliło ...

Kilka letnich różności

 Szybki przegląd paru letnich luźnych fotografii nie powiązanych z żadną większą historyjką obyczajową. Na sam początek jednak w kwestii wsparcia drobny sygnał gdzie może się udać rosyjski okręt gdy kiedykolwiek zdarzy mu się tu wpłynąć,  oraz uprzejmie przypominamy, iż umocnienia brzeżne dalej istnieją i ciepłe powitanie jest dość realne.Tych gości nie zapraszamy. Zaczynamy po raz drugi, tym razem smacznie: To jest lokalny rodzaj ogórka - w środku normalnie ogórkowy i nawet też bywa lekko gorzkawy... Dostaliśmy od znajomego z ogródka. Oto nasz dach przed i po szlifowaniu i gruntowaniu: Co oczywiście oznacza że łaziłem na nim tydzień "na kraba" najpierw szlifując to rude (co ciekawe wykwitło głównie na szczytach falistej blachy), potem zabezpieczając "konwerterem rdzy" a następnie pełzając ciapałem farbę gruntującą. Nie chciałem testować ile tak naprawdę wytrzymają legary oraz nieznana mi blacha więc każde większe skrzypnięcie rozpłaszczało mnie do parteru. Wpadnię...

Podróż służbowa na plażę

 To już od początku zapowiadało się na piękną katastrofę gdyż było w rękach urzędu celnego NZ. Chłopaki tam od zawsze dzielnie walczą z wwożeniem obcych glonów w namiotach, obecnie też pewnie suszonych nietoperzy w plecakach więc nie mają czasu zajmować się germańskimi zrobotyzowanymi skrzyniami co pewnie i tak przewyższają czystością w środku nie jeden szpital. No ale nie ja płacę za tę imprezę - szefowie w Australii przyklepali - więc pojechałem instalować wielką maszynę co robi "ping" co ma dotrzeć na miejsce o czasie, aha. Połączono to na szczęście z wizytą w samym Auckland u innego klienta gdzie przez 5 godzin zajmowałem się głównie naprawianiem tego co Jego Wysokość Satya Nadella raczył popsuć w ostatnich 'poprawkach' do wszechpanującego nam systemu Windows. Po uprzejmym odrzuceniu propozycji pracy bezpośredniej (już tam mieszkaliśmy:)) pojechałem na wieczór dalej na północ by zgodnie z planem zakwaterować się na cyplu Whangaparaoa w Manly Beach. Kwatera nad sam...