Przejdź do głównej zawartości

Posty

aha, to na czym skończyliśmy?

Ano właśnie, ostatnio ledwie wiosna była, a tu zmiany i zmiany. A na zdjęciu Pohutukawa czyli drzewny kwiat pojawiający się przed Bożym Narodzeniem. Więc dla lekkiej odmiany, przed kolejna porcją wypraw rozrywkowych, będzie trochę o postępach remontowo budowlanych. Jako porządny obywatel RP (tu oznaczało by to Filipiny) wziąłem nieco wolnych dni by trochę poremontować, ha ha. Zaczęliśmy jednak od uporządkowania sytuacji parkingowej i eliminacji nieco areału do koszenia, bo natura znów wysuwa się na prowadzenie. Wybór padł na lokalny kamień rzeczny więc zamówiliśmy wywrotkę tegoż. Po ponownym dokładnym pomierzeniu otworu bramy i konsultacjach z dostawcą wyszło że będzie można go dostarczyć do środka. Przygotowujemy dzień wcześniej przeciw-chwastowe maty.  Przyjeżdża ciężarówka bladym świtem, trzy próby cofania i jedna zakończona prawie wyrwaniem skrzydła i słupka bramy z posad. Brakuje z 3cm a miało być 8 luzu...  Eh, polecamy rzucić wszystko przed bramą i radośnie ...

Adresowanie słonia w pokoju

Brytole oraz i kiwi zwykli mówić "Let's address this elephant in the room" co w wolnym tłumaczeniu oznacza poruszenie tematu tajemnicy poliszynela.  Nasz słoń jest niebieski i nie tak słoniowaty jak ten którym podróżowaliśmy w Danii.  Nazywa się Yamaha Tricity 155. To ewolucja mojego backupu na dojazdy do pracy i co tu się oszukiwać przecudowna zabawka na ładne dni we dwoje z wiatrem we włosach.  Okazało się bowiem że podobnie jak w Unii Europejskiej pojazdy trzykołowe są bardzo atrakcyjną alternatywą dla tych co nie chcą użerać się z kursami i wygiętymi ósemkami na placach, a mają już jakieś tam doświadczenie z jedno lub trzy-śladem.  Co lepsze, w zależności od prawa jazdy lub życzenia masz tu wybór, albo rejestracja na samochód czyli:  pełne tablice, coroczne przeglądy i tani jak barszcz oc/roczne opłaty bo od samochodowej pojemności, hehe.  Lub jako motor:  tylko tylne tablice, brak przeglądów, spore OC/roczne opłaty wg. stawek moto i grupy ryzyka....

Ohakune-Horopito czyli The Old Coach Road

Old coach road to ogniwo łączące Ohakune i Horopito w XIX wiecznej tygodniowej podróży z Wellington do Auckland.  Ostatni bastion buszu gdzie pasażerowie musieli wysiadać z pociągu i przez wiele godzin tłuc się wąskimi powozami konnymi do przesiadkowej stacji po drugiej stronie gór i wąwozów. Oczywiście nim to było możliwe i powstała alternatywa inna niż statek dookoła wyspy czy czołganie się w buszu ścieżkami plemiennymi ktoś musiał tę drogę przeryć i wybrukować. Sir John Rochfort w 1884 roku oczywiście wszystko rył ręcznie (standard na tamte czasy) mając nieustanne jazdy z Maoryskimi plemionami (standard na każde czasy).  Jak rozumiem praca nie była szczególnie lekka, gdy co jakiś czas musisz wyciągać dzidę z pleców.  Po kolejnych przepychankach (i zebranej pokaźnej kolekcji dzid) udało się wydrążyć tunel i wybudować dwa godne podziwu stalowe wiadukty, wszystko nie na długo i nieco na próżno bo tunel okazał się za niski, a trasa zbyt kręta dla bardziej współczesnych poc...