Przejdź do głównej zawartości

Posty

Waiheke - wyspa wina i widoków - Goście, goście!

Goście przyjechali - w części swojej podróży poślubnej: Danka i Michał. Nie mamy wiele możliwości pozwiedzania razem gdyż są tu pomiędzy weekendami, więc stąd pomysł by kilka spotkań wieczorych "na tygodniu": zakończyć wspólnym wyjazdem po pracy w piątek na wyspę Waiheke. Zaokrętowani na promie: Jest dość pochmurno ale zapowiada się miły wieczór, ostani prom mamy nawet około północy więc jest trochę czasu na spacery i degustacje. W przerwie gadania wyszliśmy popatrzeć na panoramę miasta - godzinna podróż ucieka błyskawicznie. Już w porcie Matiatia - wyspa wygląda świetnie. Widok na zatokę: Idziemy na ścieżką krajoznawczą: Widoki są ekstra z opcją wypatrzenia lokalnych pingwinów. Niestety pewnie imprezowały gdzieś po robocie. Atrakcje NZ czyli drzewa nie zawodzą: Szlak okołopółwyspowy. Tam przypłyneliśmy i będziemy musieli jakoś wrócić, ale jeszcze nie teraz, bo jest coraz ładniej. Panoramy Waiheke: ...

Na dzień, na południowy koniec świata

Czyli wypad do miasta w kratkę z widoczkami - Invercargill. A jakże służbowo, ze skrzynką oczywiście. Z tej okazji kilka widoków z miasta na końcu świata. Każda podróż musi obowiązkowo wiązać się z przelotem nad górami. Tu były dwa etapy - pierwszy do Christchurch normalnym rejsowcem, a potem przesiadka do kukuruźnika   ATR 72 czyli autokaru ze śmigłami. Całość to ponad 4 godziny w podróży. Podejście do IVC - śmieszne pola - pastwiska "na okrągło". Rzeka też nie może się zdecydować na korytko: Hala przylotów (i odlotów) w Invercargill - w drodze powrotnej wsiada się jak do autobusu: pik-pik kartą pokładową do słupka i piechotką do samolotu. Żadnych rentgenów czy wyjmowania bilonu oraz laptopów - można by pod pachę złapać przechodzącą nieopodal pasa owcę i wsiąść na pokład (owca podręczna nie może przekroczyć 7kg). Miasto porą poranną - w poszukiwaniu śniadania pośród kratki ulic. Ruch, hmm...nie poraża. Podczas poszukiwań znalazłem obelisk - ...

Maraton Auckland ASB poprzez miejski most i dalej

Dziś nadeszła ta wyczekiwana chwila. Chwila dla której wylewaliśmy hektolitry potu i zdarliśmy setki zelówek...znaczy eem może trochę przesadzam ale jakiś tam program treningowy zrobiliśmy dzielnie. Wzieliśmy udział w John West Traverse 12 km z przebiegiem przez most który normalnie nie jest dostępny dla pieszych. W ten jedyny dzień rano przebiegają po nim maratoniści, wkrótce po tym pół-maratonisci no i przed 10 rano grupa Traverse czyli my.  Kilka zdjęć wyłowiliśmy na stronach fotografów w postaci próbek które można za odpłatnościa zamówić w pełnej rozdzielczości - tu jako miły dodatek. Rano było dość chłodnawo - dojechaliśmy autobusem na drugą stronę mostu. Lecą pół-maratoniści: Na nas czas - kawałek autostrady Northern Motorway z panoramą miasta i rozlewiskami pływowymi Shoal Bay: Lecimy po moście: Żonka z widokiem na metropolię: W tle dwa wygasłe wulkany: Widoczek ustrzelony z biegu:  To już po drugiej stroni...