Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dolina Lower Hutt - Wellington

Dzień dobry - a raczej dobry wieczór. Bo pod wieczór po raz kolejny wylądowalem w Wellington.  Już samo podejście jest fajne - tym razem nie zawijaliśmy od południa z widokiem na fiordy wyspy południowej, a za to przefruneliśmy bezpośrednio od północy nad Upper i Lower Hutt - w sumie niemalże dzielnice Wellington. Widoczek na Lower Hutt i Petone - tam gdzie to długie molo - będzie hotel i JEDZENIE. Z obu stron dolinę rzeki otaczają wcale niezłe górki: Widok w głąb doliny z lewej Korokoro na horyzoncie w głębi doliny cel służbowej podróży czyli ładnie brzmiące: Naenae :) Jakby ktoś jeszcze nie wiedział w Wellington nieźle wieje. Cały czas: Wieczorny widok z hotelu: Jackson Street czyli główna ulica Petone - Lower Hutt. Nabrzeże Petone nastepnego dnia - poranny spacerek: Bardzo w tle z prawej jest Wellington właściwe - większość centrum chowa się za górą. Plaża nabrzeża Petone: Chodnik zaatakowało jakieś maoryskie p...

Znów rowerowo - poszukiwacze zaginionej ścieżki

Legenda głosi - a jest to powtarzana z ust do ust mieszkańców Gled Eden tajemnicza opowieść  - że gdzieś za siódmą górą i nad siódmą rzeką (obok Henderson) istnieje ścieżka rowerowa której nie powstydziła by się rozpuszczona rowerowa Kopenhaga a może nawet i Amsterdam. Po przejechaniu kilku kilometrów na zachód wśród chodników, rondek osiedlowych, parkujących na pasie rowerowo-postojowym wehikułów -  znaleźliśmy wejście: To tu dużo mówić jest pełen luksus i relaks: Zapobiegawczo i niedowierzając legendom wziąłem pojazd na góry i krawężniki: Nawet trafiła się też mapa tego luksusu wzdłuż rzeki: Szlak dwu jaszczurek rzecznych: Przejazd przez szosę - jak trzeba: I znów zanurzamy się w gąszcz - jest dalej świetnie. I znaleźliśmy nadchodzącą wiosnę. Tu jeszcze nieco lyso ale już niedługo zakwitnie. Tutaj kwitnie cały czas. Było trochę niespodziewanych podjazdów. Ale daliśmy radę do samej autostrady gdzie znany...

Wulkan miejski - widokowy

W środku miasta mamy wulkan - ale spokojnie usnął już parę dobrych milionów lat temu. Więc oznacza to że należy na niego było wspólnie przynajmniej raz wejść. Rzut oka z góry do dna stożka. Centrum i inne takie tam. Żona centralnie na tle centrum, a nie inne tam takie... Jakieś tam inne takie losowe na tle centrum;) Dobra oto znów wnętrze dziury - próżno dopatrywać się jakiejś lawy czy coś. Piękna trawka ale nie można tam zejść - to zabytkowy, szacowny staruszek jest. Szczyt na koronie czy też krawędzi kaldery. Tam gdzieś mieszkamy - kilka górek stąd. Kawałek do domu...ale przynajmniej wiadomo w jakim kierunku.  Panorama ogólna Mount Eden. Oraz kilka widoczków miejskich. Fajnie tu..kiedys trzeba będzie zrobić piknik na wulkanie - klimat odpowiedni na grilla jest.