Czyli szybki wypad służbowy do Sydney. Ten wyjazd doskonale wpisał się w kanon typowych służbowych wyjazdów: wyjazd bladym świtem, wprost z samolotu do roboty, praca-lunch-praca i kolacja z ko-łorkerami - pół godzinki dla siebie przed zachodem słońca w hotelu, odsypianie, kolejny dzień szkoleń i ciupasem taksówką na samolot do domu, powrót po północy i kolejna zarwana nocka... Ale zawsze to AUSTRALIA - oczywiście już chcę tam wrócić na więcej, ale po kolei: Najpierw wznieśliśmy się nad kraj długiej chmury: Potem były 3 godziny gdzie było dużo niebieskiego. Bardzo dużo: Oho, już cos widać: Pilot postanowił zrobić dwa kółka więc kawałek Sydney zobaczyłem: Sporo plaż i pięknie poszarpane wybrzeże: Widok z biura: Krótka chwila na zewnątrz: Krótki spacerek tuż przed zmrokiem, zaraz...chwila. To się nie ściemnia, a idzie burza - w zasadzie już pada! Odwrót do hotelu... Na szczęście szybko wypadało się i wybrałem się na przech...